Czasem od tak, mimochodem Coś czegoś staje się powodem... Foto dziennik...
niedziela, 25 grudnia 2011
Świąt wypełnionych radością i miłością,
niosącą spokój i odpoczynek.
Nowego Roku spełniającego wszelkie marzenia,
pełnego optymizmu, wiary, szczęścia i powodzenia. Życzy...



... i autor tego bloga...:-)
piątek, 07 października 2011
Witam po ponad miesięcznej przerwie... małe problemy z kompem a raczej z przegrzewającą się kartą graficzną i procesorem w laptopie HP i przesiadka na inną markę acer mam nadzieję że sprawi mi więcej radości i mniej stresu z obcowaniem ze sprzętem... ale ok dziś będzie o kolejnej książce Janusza Zajdla a właściwie o dwóch ale o tym potem...:-)



Po raz pierwszy zetknąłem się z prozą Zajdla nieco ponad rok temu i od tej pory nie mogę się od nich oderwać i jak tylko mam okazję zatapiam się w jego twórczości... padło na Całą prawdę o planecie Ksi i nie do końca to była książka a raczej audiobook. Międzygwiezdne podróże, hibernacja, eksplorowanie nowych światów itp itp zawsze działało na moją wyobraźnie a do tego jeszcze... jeszcze jest tu dużo o socjotechnice o nowych systemach politycznych o jednostce w sytuacjach ekstremalnych o motywach tejże nie koniecznie podzielanych przez towarzyszy... podróże międzygwiezdne to popularny temat choćby seria Star Trek ale są to zazwyczaj belerystyczne historie o kontaktach rasy ludzkiej z pozaziemskimi cywilizacjami to one najczęściej stwarzają zagrożenia tu jest nieco inaczej... to człowiek jest zagrożeniem człowieka a taka podróż to nic innego jak okazja do eksperymentów na szeroką skale... a pobudki nie koniecznie musza być szlachetne...

Ziemianie wysyłają Konwój Ekspedycyjny na planetę Ksi w innym układzie słonecznym. Ma tam zostać założona pierwsza ziemska kolonia poza Układem Słonecznym. Tuż przed lądowaniem dochodzi do rebelii — władzę nad wyprawą przejmują terroryści. Zostaje zerwany wszelki kontakt z Ziemią. Po wylądowaniu na planecie rozpoczyna się budowa osady. Załoga konwoju zostaje zmuszona do pracy przy budowie sekretnego bunkra dla przywódców rebelii, a ci, którzy nie idą na współpracę, są poddani represjom. Ostatecznie załoga zostaje zesłana w miejsce położone kilkaset kilometrów od osady.

Wybudzając z hibernacji uśpionych osadników, terroryści planują zbudować nowe społeczeństwo, któremu planują wpoić nienawiść do Ziemi. Wszyscy ludzie zostają oznaczeni numerami na czole: terroryści mają numer od 1 do 10, załoga (o ile idzie na współpracę) numery kolejne. Osadnicy mają numery trzycyfrowe i wyższe. W celach propagandowych wymyślają kłamstwo: informują osadników, że Ziemia pozostawiła ich bez broni, sprzętu oraz wyżywienia. W rzeczywistości terroryści sami zagarnęli te dobra i ukryli je w bunkrze. Wybudzili także część kobiet, by mieć własne, prywatne haremy.

Jeden z członków załogi postanawia zdobyć zaufanie rebeliantów i wkupić się w ich łaski, aby pomóc w ten sposób swoim kolegom. Jego plan nie zostaje jednak w pełni zrealizowany. Udaje mu się porwać prom i dotrzeć do zesłanych kolegów (wśród nich jest także jego ukochana), ale oni już mu nie ufają - uznają go za zdrajcę i sprzedawczyka. Bohater wyrusza w samotną podróż na Ziemię, w czasie, której doznaje pomieszania zmysłów.

Dopiero 50 lat po tych wydarzeniach zostaje wysłana ekspedycja ratunkowa, którą kieruje doświadczony kosmonauta Sloth. Ratownicy po drodze napotykają na czołowy prom konwoju, na którym znajdują podstarzałego, szalonego kosmonautę, który zdołał uciec. Z jego dziennika dowiadują się, jaki los spotkał osadników.

Wyprawa ratunkowa postanawia zbadać sytuację na planecie, choć o lądowania osadników upłynęły całe dekady. Poruszając się incognito, kosmonauci odkrywają zacofane, hierarchiczne społeczeństwo, którym rządzą potomkowie terrorystów. Dzieje kolonii przedstawia napisana przez nich księga - jedyny dokument, który wolno ludziom czytać. Księga uczy osadników nienawiści do Ziemi, a zasady sprawiają, że nawet starzy przybysze z Ziemi zapominają, jak było naprawdę.

Ps  Zajdel pozostawił konspekt drugiej części książki, akcja dzieje się około 50 lat później taka perspektywa jest całkiem, całkiem ciekawa mamy zamkniętą społeczność, obserwujemy jak za sprawą pewnych socjotechnik ewoluuje, dzieje się to na przestrzeni wieku, mamy obraz sytuacji na początku w trakcie przemiany no i gdyby książka była ukończona końcowy efekt... dla socjologa to jak trafić szóstkę w totolotka... nie starczyło jednak autorowi czasu zmarł po długiej chorobie przed zakończeniem pracy...

poniedziałek, 05 września 2011

Na wyspach brytyjskich nigdy nie jesteś pewny czy dzisiejszy słonczny dzień to czasem nie ostatni taki dzień w tym tygodniu, miesiącu czy też roku. Korzystając więc z okazji spakowaliśmy z Zosią plecaki i ruszyliśmy w poszukiwaniu przygody. Padło na Exmouth dawny rybacki port dziś całkiem przyjemne miasteczko słynące z piaszczystej plaży...:-)




...



...



... a poniżej uczestnicy wycieczki...:-)



... czyli tata i córcia...:-)

czwartek, 01 września 2011
Wracam po raz kolejny do prozy Janusza Zajdla. Przy recenzji Limes inferior że mam niedosyt i jestem lekko zirytowany że autor kończy jakby w połowie, że jeszcze można by było pociągnąć nieco fabułę. Napisałem że to słaby punkt... dziś jestem po lekturze Cylindra van Troffa... i chyba nie mógłbym teraz napisać że to słaby punkt choć pewnie wciąż pozostaje irytacja...



... ale od początku. Podróże międzygwiezdne to typowy motyw literatury science fiction grupa kosmonautów opuszcza ziemię by odnaleźć nową planetę którą można by było zamieszkać. Wracając na ziemię są przygotowani że mogą minąć dziesiątki lat a ich najbliżsi mogą już od dawna na nich nie czekać. Czytając książkę nie sposób ulec wrażeniu że gdzieś już o tym było, bohater który pozostawia ukochaną, awaria statku która spowalnia powrót, no i ta niespodzianka po powrocie, bo ziemia już nie jest tą samą planetą jaką była przed odlotem. Tak więc co jest oryginalnego w tej książce. Świat... widziany oczyma bohatera jest opisany niczym rozprawka naukowa, nie są ważne napotkane technologie tylko człowiek radzący sobie w panującym systemie. Załoga wracając na ziemię nawiązuje łączność z kolonią ludzką na księżycu na którym to ląduje... tu mamy obraz społeczeństwa totalitarnego nastawionego na przetrwanie o jasnym celu (kontrola urodzeń i zgonów a wszystko by kiedyś powrócić na ojczystą planetę hm... cóż się jednak stanie gdy cel okaże się tylko iluzją). Bohater dostaje się jednak na ziemię a napotyka tam... anarchię która też ma swoje określone zasady a jednostka przypisane role (gnyple, zamieszkują centrum miast, zgredy mieszkają na obrzeżach reszta nie ma swojej nazwy ale wiadomo że stanowią ją osobnicy między 20 a 40 rokiem życia). W między czasie dowiadujemy się co działo się z ziemią podczas jego nieobecności (około 200 lat) jak to genetyka wprowadziła kolejne zmiany społeczne i rozczepienie ludzkości na dwie grupy obecnych mieszkańców ziemi i Lunaków mieszkańców księżyca. W to wszystko wplątana jest ukochana i maszyna tytułowego Van Troffa pozwalająca spowolnić czas 5 sekund w maszynie to rok na zewnątrz. Piękna historia... jak się kończy... jak u Zajdla...:-)
czwartek, 25 sierpnia 2011
Od 15 lat czekałem na sukces Legii w europejskich pucharach (ok w sezonie 2002/2003 całkiem fany dwumecz w Pucharze UEFA z FC Udinese wygrany 3:1, 4:1 a potem to szkoda gadać)... i się doczekałem... oby było przynajmniej tak dobrze jak z Lechem w zeszłym sezonie...:-)


... niewiele było wzmocnień w tym sezonie ale za to wszystkie trafione a w szczególności ściągnięcie  Serba Danijela Ljuboji... no i pomimo że w Legii jest mocna legia cudzoziemska można drużynę nazwać polską na 14 piłkarzy biegających na moskiewskim boisku 9 legitymowało się polskim paszportem...:-) czego nie można było powiedzieć o Wiśle Kraków ( trzech z czego dwóch wyjściowym składzie)... wow 3:2 w Moskwie

Ps. ... brak mi słów... a Śląsk Wrocław tylko 1:1 z Rapidem Bukareszt
Ps2. w zeszłym tygodniu zrobiłem analizę szans awansu ze względu na wartość piłkarzy dawałem największe szanse Wiśle Kraków (wartość poszczególnych piłkarzy w drużynie była wyższa o 8 mln euro od cypryjskiej) Śląsk Wrocław (wyceniony około 7 mln euro poniżej wartości rumuńskiego teamu) teoretycznie mógł nawiązać wyrównaną walkę za to Legia Warszawa z wyceną poszczególnych piłkarzy niższą od rywala o 55 mln euro skazana była na pożarcie Spartaka Moskwa...
wtorek, 16 sierpnia 2011
Wisłę Kraków dzieli tylko krok od wymarzonej Ligii Mistrzów, co prawda to AOPEL Nikozja jest rozstawiony to jednak polski klub jest sportowo lepszy (ok ktoś może powiedzieć że to AOPEL grał dwa lata temu w LM) wystarczy spojrzeć na wycenę piłkarzy obu klubów na transfermarkt.de...



... i tak Wisła Kraków ma piłkarzy o łącznej wartości 25 650 000 euro (stan na 16.08.2011), AOPEL Nikozja 14 150 000 euro. Najwyżej wycenianym piłkarzem polskiej drużyny jest Paweł Małecki (zdjęcie powyżej po lewej) wart 2 500 000 euro siedmiokrotnie wystąpił w polskiej reprezentacji strzelając dwie bramki (gdyby nie jego dość ciężki charakter miał by tych występów więcej)  jest jeszcze Andraz Kirm (w reprezentacji Słowenii 39A-3gole wart 2 300 000 euro) czy Maor Melikson (Izraelczyk z polskim paszportem 2A-2gole 2 100 000) oraz kolejnych ośmiu wycenianych powyżej jednego miliona euro. Co może przeciwstawić AOPEL... Gustavo Manduca (Brazylijczyk na zdjęciu powyżej po prawej) i Senel Jahic (Bośniak 18A-1gol zaliczył dwa czołowe kluby w Grecji Aris Saloniki i AEK Ateny) warci po 1 500 000 euro na uwagę jeszcze zasłużył jeszcze ściągnięty z FC Kopenhaga Brazylijczyk Ailton (dwa występy w młodzieżowej kadrze) i reprezentant Macedonii Ivan Trickovski (10A-3gole) i w zasadzie to tyle... 

A co z naszymi drużynami w przedsionku do Ligii Europejskiej... Legia Warszawa trafiła na Spartak Moskwa... Drużyna zdobywców Pucharu Polski jest warta 23 350 000 euro i przy Spartaku wygląda mizernie 78 150 000 euro...



... najwyżej wyceniany i zarazem gwiazdą Legii jest Miroslav Radovic (Serb U21 6-1gol, zdjęcie powyżej po lewej) wart 2 100 000 euro, kapitan wojskowych Chorwat Ivica Vrdoljak (U21 7-1gol) wart jest 2 000 000 euro, a kolejnych 8 piłkarzy kadry jest wycenianych powyżej 1 miliona z Arielem Borysiukiem (3A-0goli) na czele 1 600 000 euro. Jest w drużynie kilku reprezentantów narodowych reprezentacji leciwi Michał Żewłakow (102A-3gole wart 1 000 000 euro) i Danijel Ljuboja (Serb 16A-1gol wart 1 500 000 euro) oraz Dickson Choto (Zimbabwe 7A-0 wart 1 100 000 euro), Jakub Rzeźniczak (7A-0 wart 1 400 000 euro), Jakub Wawrzyniak (18A-0; 850 000 euro), Maciej Rybus (13A-1gol; 950 000 euro), Tomasz Kiełbowicz (9A-0; 450 000), Michał Hubnik (Słowak 4A; 850 000). Ok chyba się trochę rozpisałem (właśnie mija 20 rocznica jak sympatyzuje z tą drużyną) wracając jednak do Spartaka... bije on Legię na głowę... najdroższym zawodnikiem są: Aiden McGeady Irlandczyk (40A-1g na zdjęciu po prawej) pozyskany w zeszłym sezonie z Celtic Glasgow wyceniany 9 000 000 euro i wart tyle samo Brazylijczyk Welliton (w Spartaku chyba od zawsze) na 6 500 000 euro wyceniany jest reprezentant Holandii Demy de Zeeuw (27A-0), Argentyńczyk Nicolas Pareja ma za sobą jeden występ w reprezentacji i wart jest 6 200 000 euro na 6 000 000 euro wyceniony jest reprezentant Nigerii Emmanuel Emunike (2A-1gol) w sumie aż piętnastu zawodników w kadrze Spartaka wartych jest więcej niż Radovic...

Śląsk Wrocław - Rapid Bukareszt najbardziej wyrównany duet w tym zestawieniu... Śląsk wyceniany jest na 15 350 000 euro a Rapid 24 050 000 euro, ale ze wskazaniem na Rumunów...



Gwiazdą i najdroższym piłkarzem Śląska jest Sebastian Mila (28A-6goli na zdjęciu po lewej) trochę się dziwie że trener Smuda nie daje szansy pomocnikowi w grach kontrolnych a wart jest 1 800 000 euro, jeszcze tylko trzech zawodników wycenianych jest powyżej miliona tj: Przemysław Kazimierczak (9A-1gol wart 1 500 000 euro), Holender Johan Voskamp (król strzelców zaplecza holenderskiej Eredivisie wart 1 200 000 euro) i Piotr Celeban (4A-0 wart 1 000 000) całkiem dobrze spisuje się także Słoweński golkiper Marijan Keleman (1A-0) wart 950 000 euro i to tyle... 2 200 000 euro wart jest Dan Alexa (4A-2gole na zdjęciu po prawej) najdroższy piłkarz w Rapidzie Bukareszt, Ovidiu Herea (1A-0) wart jest 2 000 000, Iulian Apostol (7A-1gol wart 1 700 000) ogółem w kadrze Rumuni mają 10 piłkarzy wartych co najmniej milion euro... 

Ps. jak zwykle wszystko zweryfikuje boisko...:-)
Ps2. Arsenal Londyn w bramce Wojtkiem Szczęsnym zrobił pierwszy krok do Ligii Mistrzów wygrywając 1:0...:-) 
Nie pamiętam już jak często wrzucałem tu fotki z nad Dawlish...ale jest tam tak pięknie... a więc jeszcze raz... Zosia w Dawlish...:-)



...



... no i nasza gwiazda w pigułce...:-)



Ps. do końca urlopu zostało jeszcze około 5 dni tak więc pewnie będzie jeszcze więcej fotek...:-)
niedziela, 14 sierpnia 2011
Czasami wchodzę do księgarni i bez jakiegoś konkretnego powodu wybieram coś na chybił trafił... tak to natknąłem się na książkę Bill'a Bryson'a "Ani tu, ani tam"...



... ok, poszukiwałem czegoś z literatury podróżniczej (jakby na to nie patrzeć to miałem wakacje, a takie szwendanie się z plecakiem zawsze mnie rajcowało) a notka z tyłu mówiła: "(...) kieruje ostrze humoru na Europę... zarzuca na ramiona plecak, sprawdza portfel... i rusza w drogę pełną niespodzianek (...) rozbiera kulturę danego kraju na czynniki pierwsze i charakteryzuje każde miejsce i osobę za pomocą swoich przekomicznie cierpkich uwag"... do tego na okładce w górnym prawym rogu informacja że do najlepsza podróżnicza książka roku... i wszystko fajnie tyle że roku 1991... i raczej nie radziłbym traktować tej pozycji jako przewodnika chociażby dlatego że kilka państw odwiedzanych przez autora już nie istnieje (Jugosławia), pomimo tego jest to pozycja całkiem ciekawa zakładając że jednak czytana z perspektywy dwudziestu lat. Pisząc ciekawa mam namyśli literaturę wakacyjną już sam pomysł wybrania się z plecakiem w pojedynkę po Europie poświęcając temu kilka tygodni (max dwa trzy miesiące) znając tylko angielski jest wiele mówiący tj zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Autor przemyka przez Norwegię, Belgię, Francję,Holandię, Niemcy, Szwecję, Włochy, Szwajcarię, Liechtenstein, Austrię, Jugosławię, Bułgarię i europejską cześć Turcji... hm przemyka to dobre słowo bo w zasadzie oprócz obiegowych opinii o konkretnych państewkach niczego więcej się nie dowiemy, powiedziałbym nawet że poznajemy dany kraj z perspektywy dworca kolejowego i otaczającego go terenu oczywiście to wszystko okraszona jest angielskim humorem i naprawdę dobrze się czyta, tylko że poza samą przyjemnością nic z tego nie wynika... miałem nadzieję że będąc w Jugosławii na kilka miesięcy przed wybuchem wojny bałkańskiej choćby w kilku akapitach opiszę że dało się wyczuć nadchodzące przemiany itp ale nic z tego... o swoim podróżowaniu autor pisze tak: 
„Dla mnie to jest właśnie najpiękniejsze w zagranicznych podróżach. Nie chcę wiedzieć, o czym ludzie rozmawiają. Nie przychodzi mi do głowy nic, co bardziej pobudzałoby dziecinne poczucie zadziwienia, niż pobyt w kraju, w którym człowiek prawie w niczym się nie orientuje. Nagle znowu masz pięć lat. Niczego nie potrafisz przeczytać, masz tylko bardzo ogólne wyobrażenie o tym, jak co działa. Nie umiesz nawet przejść przez ulicę, nie narażając się na śmierć” 
i o tym jest właśnie ta książka...:-)
sobota, 13 sierpnia 2011
Był taki czas że często zaglądaliśmy do Torquay, ale jakoś nie było okazji od czasu gdy pojawiła się Zosia... jako że urlop święta rzecz czas nadrobić zaległości tym bardziej że Torbay to takie "polskie trójmiasto" (Torquay to największe z miast) a przez tutejszych nazywane "angielską riwierą" i trochę wstyd mieszkać w Devonie i tejże nie widzieć (mowa oczywiście o naszej Zosi)... można więc już odhaczyć... poniżej kolka fotek...:-) 



...



...




Ps. jeżeli chodzi o atrakcje: piękna plaża wśród palm, całkiem spore molo z portem, mnóstwo restauracji i sklepów, kilka zabytków i białe klify wokół zatoczki... całkiem fajne jeżeli lubi się zgiełk...:-)
środa, 10 sierpnia 2011
Urlop i kolejny wpis. Dzisiaj z Zosią daliśmy trochę wytchnąć mamie i razem wybraliśmy się na wycieczkę do Totnes. Całkiem fajne miasteczko ze średniowieczną zabudową nie udało mi się jej uwiecznić na fotkach (ale powstał krótki filmik może go tu wrzucę) ale gdy dotarliśmy do  Totnes Castle  zrobiliśmy sobie kilkunastominutową przerwę  (bilet £3,40 a tak naprawdę nie było co oglądać) no i udało się uchwycić kilka obrazków... poniżej efekt...:-) 



...



...



...

Ps. całkiem fajna wycieczka a najfajniejsza była podróż pociągiem wzdłuż wybrzeża...:-)

Ps. no i na koniec całkiem miły wieczór wygrana Polski z Gruzją 1:0 z przepiękną bramką Błaszczykowskiego a wynik jak to wynik pójdzie w świat...:-)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Ciekawe Blogi
Ciekawe strony...
Cień Wernera TV...
CWTV Foto
CWTV Komiks
Dlaczego Cień Wernera...
Foto galerie...
Foto_Blogi...
Foto_magazyny...
Info dla Emigrantów...
Interaktywne media...
Ksiega gosci...
Masters of photography...
Sportowe_Blogi...
Testy i opinie...

darmowe liczniki>

statystyka