Czasem od tak, mimochodem Coś czegoś staje się powodem... Foto dziennik...

Biblioteczka...

piątek, 07 października 2011
Witam po ponad miesięcznej przerwie... małe problemy z kompem a raczej z przegrzewającą się kartą graficzną i procesorem w laptopie HP i przesiadka na inną markę acer mam nadzieję że sprawi mi więcej radości i mniej stresu z obcowaniem ze sprzętem... ale ok dziś będzie o kolejnej książce Janusza Zajdla a właściwie o dwóch ale o tym potem...:-)



Po raz pierwszy zetknąłem się z prozą Zajdla nieco ponad rok temu i od tej pory nie mogę się od nich oderwać i jak tylko mam okazję zatapiam się w jego twórczości... padło na Całą prawdę o planecie Ksi i nie do końca to była książka a raczej audiobook. Międzygwiezdne podróże, hibernacja, eksplorowanie nowych światów itp itp zawsze działało na moją wyobraźnie a do tego jeszcze... jeszcze jest tu dużo o socjotechnice o nowych systemach politycznych o jednostce w sytuacjach ekstremalnych o motywach tejże nie koniecznie podzielanych przez towarzyszy... podróże międzygwiezdne to popularny temat choćby seria Star Trek ale są to zazwyczaj belerystyczne historie o kontaktach rasy ludzkiej z pozaziemskimi cywilizacjami to one najczęściej stwarzają zagrożenia tu jest nieco inaczej... to człowiek jest zagrożeniem człowieka a taka podróż to nic innego jak okazja do eksperymentów na szeroką skale... a pobudki nie koniecznie musza być szlachetne...

Ziemianie wysyłają Konwój Ekspedycyjny na planetę Ksi w innym układzie słonecznym. Ma tam zostać założona pierwsza ziemska kolonia poza Układem Słonecznym. Tuż przed lądowaniem dochodzi do rebelii — władzę nad wyprawą przejmują terroryści. Zostaje zerwany wszelki kontakt z Ziemią. Po wylądowaniu na planecie rozpoczyna się budowa osady. Załoga konwoju zostaje zmuszona do pracy przy budowie sekretnego bunkra dla przywódców rebelii, a ci, którzy nie idą na współpracę, są poddani represjom. Ostatecznie załoga zostaje zesłana w miejsce położone kilkaset kilometrów od osady.

Wybudzając z hibernacji uśpionych osadników, terroryści planują zbudować nowe społeczeństwo, któremu planują wpoić nienawiść do Ziemi. Wszyscy ludzie zostają oznaczeni numerami na czole: terroryści mają numer od 1 do 10, załoga (o ile idzie na współpracę) numery kolejne. Osadnicy mają numery trzycyfrowe i wyższe. W celach propagandowych wymyślają kłamstwo: informują osadników, że Ziemia pozostawiła ich bez broni, sprzętu oraz wyżywienia. W rzeczywistości terroryści sami zagarnęli te dobra i ukryli je w bunkrze. Wybudzili także część kobiet, by mieć własne, prywatne haremy.

Jeden z członków załogi postanawia zdobyć zaufanie rebeliantów i wkupić się w ich łaski, aby pomóc w ten sposób swoim kolegom. Jego plan nie zostaje jednak w pełni zrealizowany. Udaje mu się porwać prom i dotrzeć do zesłanych kolegów (wśród nich jest także jego ukochana), ale oni już mu nie ufają - uznają go za zdrajcę i sprzedawczyka. Bohater wyrusza w samotną podróż na Ziemię, w czasie, której doznaje pomieszania zmysłów.

Dopiero 50 lat po tych wydarzeniach zostaje wysłana ekspedycja ratunkowa, którą kieruje doświadczony kosmonauta Sloth. Ratownicy po drodze napotykają na czołowy prom konwoju, na którym znajdują podstarzałego, szalonego kosmonautę, który zdołał uciec. Z jego dziennika dowiadują się, jaki los spotkał osadników.

Wyprawa ratunkowa postanawia zbadać sytuację na planecie, choć o lądowania osadników upłynęły całe dekady. Poruszając się incognito, kosmonauci odkrywają zacofane, hierarchiczne społeczeństwo, którym rządzą potomkowie terrorystów. Dzieje kolonii przedstawia napisana przez nich księga - jedyny dokument, który wolno ludziom czytać. Księga uczy osadników nienawiści do Ziemi, a zasady sprawiają, że nawet starzy przybysze z Ziemi zapominają, jak było naprawdę.

Ps  Zajdel pozostawił konspekt drugiej części książki, akcja dzieje się około 50 lat później taka perspektywa jest całkiem, całkiem ciekawa mamy zamkniętą społeczność, obserwujemy jak za sprawą pewnych socjotechnik ewoluuje, dzieje się to na przestrzeni wieku, mamy obraz sytuacji na początku w trakcie przemiany no i gdyby książka była ukończona końcowy efekt... dla socjologa to jak trafić szóstkę w totolotka... nie starczyło jednak autorowi czasu zmarł po długiej chorobie przed zakończeniem pracy...

czwartek, 01 września 2011
Wracam po raz kolejny do prozy Janusza Zajdla. Przy recenzji Limes inferior że mam niedosyt i jestem lekko zirytowany że autor kończy jakby w połowie, że jeszcze można by było pociągnąć nieco fabułę. Napisałem że to słaby punkt... dziś jestem po lekturze Cylindra van Troffa... i chyba nie mógłbym teraz napisać że to słaby punkt choć pewnie wciąż pozostaje irytacja...



... ale od początku. Podróże międzygwiezdne to typowy motyw literatury science fiction grupa kosmonautów opuszcza ziemię by odnaleźć nową planetę którą można by było zamieszkać. Wracając na ziemię są przygotowani że mogą minąć dziesiątki lat a ich najbliżsi mogą już od dawna na nich nie czekać. Czytając książkę nie sposób ulec wrażeniu że gdzieś już o tym było, bohater który pozostawia ukochaną, awaria statku która spowalnia powrót, no i ta niespodzianka po powrocie, bo ziemia już nie jest tą samą planetą jaką była przed odlotem. Tak więc co jest oryginalnego w tej książce. Świat... widziany oczyma bohatera jest opisany niczym rozprawka naukowa, nie są ważne napotkane technologie tylko człowiek radzący sobie w panującym systemie. Załoga wracając na ziemię nawiązuje łączność z kolonią ludzką na księżycu na którym to ląduje... tu mamy obraz społeczeństwa totalitarnego nastawionego na przetrwanie o jasnym celu (kontrola urodzeń i zgonów a wszystko by kiedyś powrócić na ojczystą planetę hm... cóż się jednak stanie gdy cel okaże się tylko iluzją). Bohater dostaje się jednak na ziemię a napotyka tam... anarchię która też ma swoje określone zasady a jednostka przypisane role (gnyple, zamieszkują centrum miast, zgredy mieszkają na obrzeżach reszta nie ma swojej nazwy ale wiadomo że stanowią ją osobnicy między 20 a 40 rokiem życia). W między czasie dowiadujemy się co działo się z ziemią podczas jego nieobecności (około 200 lat) jak to genetyka wprowadziła kolejne zmiany społeczne i rozczepienie ludzkości na dwie grupy obecnych mieszkańców ziemi i Lunaków mieszkańców księżyca. W to wszystko wplątana jest ukochana i maszyna tytułowego Van Troffa pozwalająca spowolnić czas 5 sekund w maszynie to rok na zewnątrz. Piękna historia... jak się kończy... jak u Zajdla...:-)
niedziela, 14 sierpnia 2011
Czasami wchodzę do księgarni i bez jakiegoś konkretnego powodu wybieram coś na chybił trafił... tak to natknąłem się na książkę Bill'a Bryson'a "Ani tu, ani tam"...



... ok, poszukiwałem czegoś z literatury podróżniczej (jakby na to nie patrzeć to miałem wakacje, a takie szwendanie się z plecakiem zawsze mnie rajcowało) a notka z tyłu mówiła: "(...) kieruje ostrze humoru na Europę... zarzuca na ramiona plecak, sprawdza portfel... i rusza w drogę pełną niespodzianek (...) rozbiera kulturę danego kraju na czynniki pierwsze i charakteryzuje każde miejsce i osobę za pomocą swoich przekomicznie cierpkich uwag"... do tego na okładce w górnym prawym rogu informacja że do najlepsza podróżnicza książka roku... i wszystko fajnie tyle że roku 1991... i raczej nie radziłbym traktować tej pozycji jako przewodnika chociażby dlatego że kilka państw odwiedzanych przez autora już nie istnieje (Jugosławia), pomimo tego jest to pozycja całkiem ciekawa zakładając że jednak czytana z perspektywy dwudziestu lat. Pisząc ciekawa mam namyśli literaturę wakacyjną już sam pomysł wybrania się z plecakiem w pojedynkę po Europie poświęcając temu kilka tygodni (max dwa trzy miesiące) znając tylko angielski jest wiele mówiący tj zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Autor przemyka przez Norwegię, Belgię, Francję,Holandię, Niemcy, Szwecję, Włochy, Szwajcarię, Liechtenstein, Austrię, Jugosławię, Bułgarię i europejską cześć Turcji... hm przemyka to dobre słowo bo w zasadzie oprócz obiegowych opinii o konkretnych państewkach niczego więcej się nie dowiemy, powiedziałbym nawet że poznajemy dany kraj z perspektywy dworca kolejowego i otaczającego go terenu oczywiście to wszystko okraszona jest angielskim humorem i naprawdę dobrze się czyta, tylko że poza samą przyjemnością nic z tego nie wynika... miałem nadzieję że będąc w Jugosławii na kilka miesięcy przed wybuchem wojny bałkańskiej choćby w kilku akapitach opiszę że dało się wyczuć nadchodzące przemiany itp ale nic z tego... o swoim podróżowaniu autor pisze tak: 
„Dla mnie to jest właśnie najpiękniejsze w zagranicznych podróżach. Nie chcę wiedzieć, o czym ludzie rozmawiają. Nie przychodzi mi do głowy nic, co bardziej pobudzałoby dziecinne poczucie zadziwienia, niż pobyt w kraju, w którym człowiek prawie w niczym się nie orientuje. Nagle znowu masz pięć lat. Niczego nie potrafisz przeczytać, masz tylko bardzo ogólne wyobrażenie o tym, jak co działa. Nie umiesz nawet przejść przez ulicę, nie narażając się na śmierć” 
i o tym jest właśnie ta książka...:-)
wtorek, 12 lipca 2011
Jak już kiedyś wspominałem na poczatku roku robię sobie listę książek które chciałbym przeczytac... Good Night Dżerzi Janusza Głowackiego była w pierwszej trójce no i dokonało się...



„On był na pewno inteligentny, i to bardzo. Może nawet inteligentny na tyle, że podejrzewał, że większość tego, co napisał, jest nic niewarte i rozsypie się jak domek z kart przy najbliższym podmuchu. I dlatego potrzebuje jakiegoś wielkiego spektaklu ostatecznego Pamiętasz, Raul, Dżerzi często mówił, że samobójstwo to najlepszy sposób na przedłużenie sobie życia”
„Pamiętaj, że im dalej od prawdy, tym bliżej Dżerziego.”

hm... szczególnie ten drugi cytat trafnie opisuje o czym jest ta książka... bo nie jest to biografia choć o taką się ociera, nie jest to też beletrystyka choć i o tą się ociera, trochę tu felietonu, teatralnej sztuki a najwięcej w niej Głowackiego bo to jego oczami widzimy bohatera...

Tak więc kim jest Janusz Kosiński, wielkim pisarzem, gwiazdą pióra która miała swoje pięc minut, czy może oszustem, hochsztaplerem i grafomanem... Głowacki próbuje odpowiedzieć na to pytanie przedzierając się przez jego krypto-sadomasochistyczne Ja (należał do NY-skiej śmietanki kulturalnej, tamtejszej socjety)... słuchając wspomnień ludzi go znających... tak naprawdę jest tu dwóch bohaterów Dżerzi i jego rosyjska kochanka... a ile prawdy jest w tej opowieści, no cóż pewnie tyle co i w książkach samego Kosińskiego... lektura przednia polecam...:-)

 

sobota, 21 maja 2011
hm...
Co roku w styczni sporządzam sobie listę kilu książek które chciałbym przeczytać... hm no i co roku... jak uda mi się odhaczyć jedna góra dwie pozycje z tej listy to sukces... dlaczego o tym, ano zbliża się połowa roku i nie licząc "Ja Dago" lista leży nie tknięta... ale to się zmieni...:-)

 

hm... Kacper Ryx  autorstwa Mariusza Wollnego nie był na mojej liście, a trafił w moje ręce dość przypadkowo trochę przez to moje zamiłowanie do historii, a cała akcja rozgrywa się w iście bardzo ciekawych czasach tj w drugiej połowie XVI wieku za panowania ostatniego Jagiellona.
Może zacznę od tego co mi się nie podobało a co w normalnych warunkach książkę dyskredytuje... fabuła... no niby jest, główny bohater Kacper Ryx inwestygator królewski (czyli taki średniowieczny ok renesansowy detektyw) student medycyny ma do rozwikłani wielce ważną intrygę w którą zamieszany jest ówczesny establishment Korony, a było to tak:
Upiornej nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku na zamku w Warszawie rozegrały się dramatyczne i na długo owiane aurą tajemnicy wydarzenia, które zmieniły bieg historii Polski. Ostatni z Jagiellonów spojrzał w zwierciadło, w którym za sprawą „czarnoksięskiej” sztuczki zobaczył coś, co pozwoliło grupie przebiegłych intrygantów zawładnąć jego schorowaną wyobraźnią.
I wszystko było by fajnie gdyby nie to że każda sprawa jaka by nie wpadła w ręce naszego bohatera jest rozwiązywana jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dedukcja jak u Sherlocka Holmesa zwinność jak u Jamesa Bonda silny jak Herkules wystarczy że spojrzy w twoje oczy i wie wszystko, potrzebujesz by cię z operował, zrobił bombę itd no patrz i wymaluj McGyver Rzeczpospolitej Obojga Narodów...:-)
Ok jest jednak coś co mi się podobało i co może w przyszłości ponownie zachęci mnie do sięgnięcia po kolejne odsłony tego cyklu (cztery tomy) jest to po prostu świetne czytadło w którym można odnaleźć dużo ciekawej i prawdziwej historii Krakowa choćby o dwóch wieżach małej i dużej w Bazylice Mariackiej spotkać takie postacie historyczne jak Jan Kochanowski, Mikołaj Sęp-Sarzyński, Łukasz Górnicki czy sławny mag Twardowski (przy okazji dowiadując się coż to się tak naprawdę w tej karczmie Rzym wydarzyło). Nie jest to może proza ambitna ale jak już się zacznie nie można się oderwać.

Ocena:3/6
piątek, 08 kwietnia 2011
Ostatnio pisuje tu z częstotliwością jednego wpisu na miesiąc i to nie dlatego że nie mam tematu, fotek i innych ciekawych rzeczy do wrzucenia ale trochę więcej czasu poświęcam swojej małej, a gdy już muszę coś sprawdzić na necie robię to za pomocą komórki... w sumie cały ten dzisiejszy wpis to też pośrednio dzięki mobilnemu telefonowi... a było to tak...



... jakieś 5 lat temu w moje łapska dostała się elektroniczna wersja książki Zbigniewa Nienackiego "Dago Iudex", nie jest łatwo na laptopie za pomocą Word'a  przeglądać a cóż dopiero czytać ponad 300 stron tekstu, ale muszę przyznać że pierwszy tom "Ja,Dago" pochłonąłem w niecały tydzień... potem okazało się że drugi tom to trzeci a trzeci to kolejny raz pierwszy, będąc w Polsce zajrzałem do antykwariatu ale akurat nie posiadali tej pozycji a że nie zbyt wygodnie czytało mi się na kompie to i szperać w necie za mniej legalną wersją nie za bardzo mi się chciało... wszystko zmieniło się wraz z moim urodzinowym prezentem HTC Desire i aplikacją do czytania e-booków...
Ok, do rzeczy Zbigniew Nienacki to ulubiony autor mojego dzieciństwa, jego Pana Samochodzika o przygodach muzealnika-detektywa po prostu pochłaniałem, a w mojej domowej biblioteczce mam 10 z 12 tomów serii. Tak więc z wielką przyjemnością sięgnąłem po jego dzieło. "Dago Iudex" nie jest tak popularne jak wyżej wymieniona seria można by nawet rzec że jest pewnego rodzaju białym krukiem na wydawniczym rynku. Książka miała trochę mniej szczęścia, została wydana na przełomie 1989 a 1990 roku w podupadającym podówczas wydawnictwie "Pojezierze", autor utożsamiał odchodzącą komunistyczną ekipę, a sama książka jest antyklerykalna, to wszystko i fakt że pisarz był raczej kojarzony z literaturą młodzieżową niż tak zwaną poważną nie ułatwiło dotarcia do dość szerokiej rzeszy czytelników (o ile pamiętam nakład 100 tysięczny nie rozszedł się nawet w połowie). Aż trudno uwierzyć kilka lat później Andrzej Sapkowski umiejscawiając swojego bohatera (Wiedźmina) w podobnej rzeczywistości no może nieco bardziej fantastycznej odniósł spektakularny sukces. O czym więc jest to historia? Pisząc że o zdobywaniu władzy, a następnie jej umacnianiu i jak najdłuższym utrzymywaniu pewnie bym się nie wiele pomylił nawet sam autor podzielił swoją powieść na trzy tomy: 
Ja, Dago
Ja, Dago Piastun
Ja, Dago Władca
ale nie do końca jest to prawdą... Tytułowy bohater Dago jest synem olbrzyma Bozy i karłowatej kobiety z rodu Zemlinów, która zmarła przy połogu... lud z którym żyje boi się go gdyż posiada ponad przeciętną siłę, trafia więc do olbrzymki Zeldy która szkoli go na wojownika gdyż mężczyźni z rodu Spałów (tak owych olbrzymów się zowie) po ukończeniu dojrzałości ogarnia tzw "żądza czynów" a następnie ruszają w świat, gdyż nigdy nie są pewni tego czy w ich żyłach płynie krew olbrzyma czy karła. Będąc pewnego dnia na polowaniu na wioskę napadają Estowie (lud pomieszkujący dzisiejsze Mazury) mordując Zeldę i porywając w niewolę mieszkańców, a Dago rusza ich śladem... tak zaczyna się ta historia... krok po kroku bohater poznaje świat, trafia na normańskie łodzie, przez pewien czas będzie pobierał nauki na dworze bizantyjskim (Rohmajowie), skąd tafii na dwór frankijski by pewnego dnia gnany żądzą czynów ruszy obudzić śpiącego olbrzyma na prawym brzegu rzeki Odry, zjednoczy ludy słowiańskie a następnie na równi z innymi władcami będzie decydował o losie świata... czy to się uda... zapraszam do lektury.

Ps. geneza powstania dzisiejszej Polski, wątki baśniowe i historyczne a to wszystko okraszone naprawdę gorącymi romansami razem dają kawał dobrej beletrystycznej literatury

Ocena: 6/7
poniedziałek, 28 lutego 2011
Zrobiłem sobie bodajże ponad miesięczna przerwę od pisania bloga, powodem tego było nagromadzenie się w ostatniej chwili szeregu obowiązków, ale także urodzinowa zabawka o której może tu kiedyś napiszę... do rzeczy... jako że w ostatnim okresie przestałem maniakalnie używać mojego caceńka (Pentax K10d) a i pogoda nie sprzyja wojażom więcej czasu poświęcam literaturze...



... w okresie świątecznym sprawiłem sobie kilka prezentów a wśród nich znalazł się audiobook Terry Pratchett'a "Blask Fantastyczny"... nie było to pierwsze spotkanie z Pratchettem o ile pamiętam mój kolega z pokoju z czasów studenckich polecił mi Zbrojnych i Straż,Straż naprawdę kawał fajnej literatury fantasy z poczuciem humoru i przymrużeniem oka prezentującą problemy współcześnie nas dręczące ubrane jedynie w szaty fantastyki. Tak mi utkwiły te dwie książki że w 2005 roku sięgnąłem kolejny raz po pozycję jego autorstwa Kolor Magii i powiem krótko nie spodobała mi się, może była to nieodpowiednia chwila (czasami się takie zdarzą) o ile dobrze pamiętam niegruba przecież książeczka ciągnęła mi się w nieskończoność. Nie czułem tej historii... Dopiero później dowiedziałem się że Świat Dysku (świat stworzony przez Pratchetta) ma swoje cykle które niekoniecznie muszą wszystkim przypaść do gustu. Polecane przez mojego przyjaciela książki należały do serii o Straży Miejskiej, Kolor Magii i poniżej przedstawiony Blask Fantastyczny to cykl o magiku Rincewindzie.
Ok jeżeli mówiąc że Kolor Magii mnie nie zachwycił to Blask fantastyczny mnie oczarował pastisz fantasy jaki miał miejsce w części pierwszej jest wciąż wszechobecny, co krok pojawiają się bohaterzy i miejsca  zaczerpnięte garściami z tejże literatury. Mamy więc domek z piernika, gadające drzewa czy też Cohena Barbarzyńce. Problemy dręczące świat dysku są żywcem przeniesione ze współczesności,pojawiają się różnego rodzaju sekty które siłą pragną przywrócić równowagę i przy okazji winą obarczyć jakąś mniejszość magów czy krasnoludów itd, pełno ciemnych charakterów które pragną zbić frunę czy też zdobyć władzę, kobiet które walczą o równouprawnienie a to wszystko okraszone typowo brytyjskim humorem no po prostu nie mogło być inaczej...bestseller. Na podstawie obu książek powstał w roku 2008 film Kolor Magii trailer poniżej...:-)

...

Ocena: 4/7
wtorek, 04 stycznia 2011
Ktoś by powiedział to żaden wyczyn no bo co to za problem zaplanować tak podróż aby okrążyć świat własnie w tytułowe 80 dni, wystarczy zarezerwować samolot i przy odrobinie szczęścia można zrobić to w 48 godzin. Ok co zrobić by nieco utrudnić sobie zadnia... tak wiec można powtórzyć wyczyn bohatera powieści Juliusza Verne'a Phileasa Fogga...



... wbrew pozorą nie jest to łatwa sprawa, bo w roku 1988 (wtedy mają miejsce opisywane wydarzenia) ludzie a jakże podróżują po świecie ale korzystając z zupełnie innego rodzaju transportu aniżeli w XIX wieku, doszły problemy związane z wizami i granicami, które to wyglądały zupełnie inaczej niż przed stu laty. Michael Pailin, to właśnie jego brytyjska BBC wytypowała do powtórzenia tego wyczynu, ma za zadanie okrążyć świat korzystając tylko z transportu lądowego i wodnego a jak juz napisałem wcześniej nie będzie to łatwe...:-)
Książka W 80 dni do okola świata warta jest polecenia, może trochę brak w niej bajecznych opisów poznawanych miejsc ich historii itp ale jest za to prowadzony dość oryginalnie dzień w dzień dziennik, przez co ta podroż to nie jeszcze jeden przewodnik a historia pełna życia a jej bohaterem jest nie byle kto bo członek kultowej grupy Monty Pythona... a zaczęła się tak...

... "Powodem, który sprawia, że 80-dniowa podróż Phileasa Fogga wciąż przemawia do naszej wyobraźni jest fakt, że te 80 dni to nadal najkrótszy czas potrzebny do okrążenia świata tak, by go faktycznie dostrzec; by go ujrzeć, poczuć i dotknąć"  Michael Palin

Ocena: 4/7

sobota, 01 stycznia 2011
W końcu miałem kilka chwil by nadrobić moje zaległości literackie udało mi się przeczytać dwie pozycje... o tej pierwszej następnym razem, a druga to Wroniec Jacka Dukaja prezent gwiazdkowy AD 2009 który dojrzewał jak dobre wino na półce cały rok...

 

... jest to pozycja specjalna, z kilku powodów historię Adasia opisuje jego rówieśnik (Dukaj zima 1981 miał bodajże 6 lat), jest to baśń (no tego jeszcze nie było) o grudniowej nocy 1981 ... cala historia rozpoczyna się na jednym z wielu szarych polskich osiedli PRL, w zimną grudniową noc do domu Adasia zlatują się wrony i porywają jego rodzinę z pomocą chłopcu przychodzi sąsiad pan Beton wspólnie w tą szczególną noc próbują odnaleźć najbliższych... to co potem nie jest do końca rzeczywiste, bohater spotyka wiele dziwnych stworów (miłychpantów, drapierzne kruki, stalowe suki, bubeków, złomota itp) które w realnym świecie maja swoje odpowiedniki, podąża przez miasto spowite Gazem a jego bronią jest umiejętność posługiwania się bajkami np. czapka staje się niewidką a odnaleziona U-Lotka pozwala mu się unosić nad miastem... w mieście gdzie specjalne maszyny zszarzeją ludzi jest to nielicha broń która może mu pomóc w konfrontacji z tytułowym Wrońcem... mnie osobiście podobał się fragment w kolejce, kiedy to Adaś utkną ukrywając się przed miłympanem i zaczął zapuszczać korzenie...:-)



... poniżej filmik promujący akcję społeczną "Pamiętaj o 13 grudnia", wykorzystujący motywy z książki...

 

Ps... w książce na nieomal każdej stronie są przepiękne ilustracje autorstwa Jakuba Jabłońskiego...

Ocena: 5/7

wtorek, 21 grudnia 2010
Każdy zdolny do minimalnej refleksji obywatel jakiegokolwiek państwa, demokratycznego czy też totalitarnego zadaje sobie pytanie czy system w jakim żyje nie może być lepszy, a ten który istnieje właściwie dlaczego jest dominujący...



Janusz Zajdel w roku 1982 popełnił właśnie taką powieść. Limes inferior bo o niej tu mowa to gatunek science fiction... Już przy poprzedniej notce wspomniałem, że się wciągam w kolejną fascynującą historię i nie pomyliłem się...  akcja książki (ok w moim przypadku audiobooka) ma miejsce w fikcyjnym Argolandzie. Porządek społeczny w Argolandzie opiera się na podziale społeczeństwa na siedem klas społecznych, oznaczonymi cyframi od zera do sześciu, w zależności od wyniku testów na inteligencje. Za gotówkę w mieście służą trzy rodzaje punktów: czerwony, żółty i zielony, przyznawane odpowiednio: – w zależności od samego faktu istnienia – każdy niezależnie od kompetencji i pracy dostaje taką samą liczbę punktów czerwonych, – w zależności od klasy społecznej – każda klasa ma inny przydział punktów zielonych, – w zależności od rodzaju wykonywanej pracy – punkty żółte. Towary luksusowe i bardzo dobrej jakości można kupić wyłącznie za żółte (zwane "kanarkami"), za zielone – zwykłe, a za czerwone – wyłącznie podrzędnej jakości. Punkty przechowywane są na tzw. Kluczu – kombinacji dowodu osobistego, karty kredytowej, zegarka, kalkulatora, certyfikatu klasy intelektu oraz czytnika linii papilarnych (który pozwala na korzystanie z Klucza wyłącznie jego właścicielowi).
Książka godna polecenia, a według znawców gatunku jedna z lepszych Janusza Zajdla. Fabuła wciąga akcją i światem zbliżonym do tego w jakim żyjemy, wszystko jest prawdopodobne a nawet czasami czujemy że prawdziwe, realne. Aluzje do komunizmu (stojący pod bankami kameleony oferujące wymianę punktów po nieoficjalnym kursie) i kapitalizmu (dążenie do globalnego konsumpcjonizmu). Słabym punktem, o ile taki można znaleźć, jest zakończenie (to moje subiektywne zdania), fabuła ucięta jakby w środku interesującej akcji chciało by się powiedzieć jeszcze i jeszcze...  pozostaje niedosyt... i pytania bez odpowiedzi?!

Ocena: 6/7
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ciekawe Blogi
Ciekawe strony...
Cień Wernera TV...
CWTV Foto
CWTV Komiks
Dlaczego Cień Wernera...
Foto galerie...
Foto_Blogi...
Foto_magazyny...
Info dla Emigrantów...
Interaktywne media...
Ksiega gosci...
Masters of photography...
Sportowe_Blogi...
Testy i opinie...

darmowe liczniki>

statystyka